Nasz zespół

Hexe Business Group to przede wszystkim ludzie – zespół, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Ludzie z energią, uśmiechem, pasją do swojej pracy i ogromnym sercem do klientów.

Łączymy kompetencje, doświadczenie i indywidualne charaktery w jedną, wyjątkową mieszankę.

Każdy z nas ma inną historię i inne talenty, ale razem tworzymy zespół, który się uzupełnia, wspiera i działa jak dobrze zgrana drużyna. Każdy ma inny temperament, inne supermoce i inne żarty, ale łączy nas jedno – robimy robotę tak, jakby zależał od niej wszechświat.

U nas jest profesjonalnie, ale nigdy sztywno.
Jest skutecznie ale zawsze z ludzkim podejściem.
Każdy z nas jest inny — i właśnie dlatego razem tworzymy zespół nie do podrobienia.

Uśmiech z klasą.
Charakter z pazurem.
Agnieszka Szarek-Betleja
Szefowa / Prawniczka

Agnieszka to wulkan w ludzkiej postaci. Zawsze uśmiechnięta, zawsze z energią na poziomie nie da się tego powstrzymać. Jeśli nie wybucha śmiechem, to energią. Jeśli nie energią, to… no cóż – wszyscy modlimy się, żeby jednak śmiechem. W biurze obowiązuje zasada: „Jeśli podpalasz Agę, miej kogoś, kto napisze Ci testament.”

Jest osobą o złotym sercu, wielkiej duszy i temperamencie, który może rozerwać strefę czasową. Dba o zespół tak, że wszyscy czują się jak w najlepszej wersji rodzinnej firmy – jest wariatką w najlepszym znaczeniu: wspiera, motywuje, dba o ludzi i nie pozwoli nikomu chodzić smutnym.

A jako prawniczka? Kocha tę robotę tak bardzo, że nawet gdy klienci „ zmasakrowali jej mózg”, i tak rzuca: „Dobra, to tłumaczymy od początku!”.

Jest dobrą duszą biura, ale też jego systemem bezpieczeństwa: gdy ktoś przesadzi, potrafi błyskawicznie pokazać, gdzie są granice.

Złote serce.Żelazna księgowość.
Marta Niedużak
Główna Księgowa

Marta to księgowa, która wie o podatkach więcej, niż Ministerstwo Finansów odważyłoby się oficjalnie przyznać. Kiedy wchodzi do biura, ustawy same ustawiają się w kolejce, żeby przypadkiem jej nie zdenerwować. Nowi klienci zwykle się jej boją –  to zdrowe, naturalne i świadczy o instynkcie samozachowawczym. Po chwili odkrywają jednak, że Marta ma serce ze złota. Złota tak solidnego, że amortyzuje wszystkie podatkowe dramaty, załamane PIT-y i panikę związaną z KSeF-em.

Tłumaczy trzy razy. TYLKO trzy. Jeśli po trzecim nadal nie rozumiesz, to… nie wiemy, jak Ci pomóc. Pracuje tak dużo, że kawa to dla niej forma medytacji, a nie napój. Jest naszą ostoją, mózgiem operacji i księgowym bossem level 1000 na poziomie epicki +15 do doświadczenia.

Po pracy uwielbia wyjazdy, dobre jedzonko i chwile, w których nic nie ma wspólnego z VAT-em. Podróże ją ładują, dobre smaki ją uszczęśliwiają, ale wraca zawsze – bo bez Marty dokumenty w szafach zaczynają się bać… że zrobią coś źle.

Porządek. ZUS i Marlena.
Marlena Baran
Kadry i Płace

Marlena ma taki porządek, że Marie Kondo mogłaby u niej odbywać praktyki.
Segregatory stoją jak wojsko na defiladzie, wszystkie równo, kolorystycznie i alfabetycznie – tak pięknie, że same proszą się o ZUS. Jeśli ktoś odważy się włożyć nie ten kolor segregatora na półkę… no cóż, będziemy mówić o Tobie na szkoleniach BHP („ku przestrodze”) ale raczej to nie jest sytuacja, którą chcesz przeżyć.

Kadry i płace to jej królestwo, a w królestwie musi być idealny ład i cisza.
Grzeczna, uprzejma, ambitna – do momentu, aż ktoś spróbuje oszukać terminy ZUS. Wtedy zaczyna się sztorm: Marlena biegnie, załatwia, pilnuje, tłumaczy i egzekwuje.

To nie „kadrowa”.  To żywioł z perfekcyjnie ponumerowanymi segregatorami.
Marlena to kadrowa apokalipsa. Jest świetnym organizatorem – ogarnie chaos, zaplanuje, posegreguje i ustawi wszystko tak, że aż chce się pracować.

Po pracy lubi wyjazdy i krótkie wypady – najlepiej takie, w których nie ma terminów ZUS, a dokumenty odpoczywają z dala od niej i jej perfekcyjnej ręki.

Wyślę dokumenty, Justyno. PRZYSIĘGAM.
Justyna Gwóźdź
Księgowa

Jeśli cierpliwość miałaby twarz – zdecydowanie byłaby to Justyna. Gdyby istniała olimpiada w tłumaczeniu klientowi tego samego 27 razy, zdobyłaby złoto, srebro i brąz… i jeszcze dostałaby puchar fair play.

Jest tak miła, że gdy pisze maila z prośbą o dokumenty, klienci czują się, jakby ktoś wysłał im wirtualny uścisk. Ale niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że to oznacza pobłażliwość – bo dokumenty mają być NA CZAS. Justyna to połączenie empatii i twardej konsekwencji. Jest ambitna do granic i mądrzejsza, niż przepisy podatkowe zakładają.

Ciągle się dokształca, czyta, analizuje, szuka nowych rozwiązań – wszystko po to, żeby klienci dostawali od niej informacje pewne, przemyślane i zgodne z aktualnymi przepisami. Zero przypadków. Zero pomyłek. Perfekcja w czystej postaci.

Po pracy kocha podróże, wypady z paczką znajomych i dobre rozmowy przy kawie. Ładuje baterie blisko ludzi, a potem wraca do biura ze świeżą energią i… jeszcze większą cierpliwością. Klienci ją uwielbiają –  i my też.

Szalona? Tak. Skuteczna? Bardziej.
Justyna Szarek – Radaczyńska
Księgowa / Kadrowa

Justyna, znana powszechnie jako Juska, to chodzący generator dobrej energii i specjalistka od ogarniania absolutnie wszystkiego.  To ta kobieta, której nie da się zatrzymać – nawet gdyby ktoś próbował.  Ktoś mówi: „nie da się”?  Juska mówi : „Trzymaj mi wino.”

Księgowość? Jasne. Kadry? Wiadomo. Nowelizacja VAT po niemiecku? Moment, już tłumaczę. Ustawa o sygnalistach po turecku? Jakoś to ogarniemy. Wymiana żarówki w samochodzie? Daj klucze, zrobię to przy okazji.

To kobieta – żywioł: ambitna, błyskotliwa, roześmiana i zawsze w ruchu.
Zwiedza świat, pije dobre wino i jeszcze znajduje czas, by wszystkim pomóc.
Ale jedna zasada obowiązuje bez wyjątku:  nie wchodzimy JUSTYNIE w drogę bo wtedy WARCZY –  to nie jest żart. To doświadczenie potwierdza nauka i kilka osób z biura.

Za to jako sojusznik?  Lepszej nie znajdziesz. Z Justyną wszystko jest możliwe – czasem nawet rzeczy, których nikt nie planował, a jednak wyszły. I to właśnie w niej kochamy.

Spokój. Precyzja. Charakterek.
Kornelia Krupianik
Księgowa

Kornelia to definicja ciszy przed burzą. Z pozoru – cicha, spokojna, delikatna, jakby mogła księgować przy muzyce relaksacyjnej i filiżance ziołowej herbaty.

Ale każdy, kto zna ją dłużej niż pięć minut, wie, że ma w sobie tryb „prawda objawiona”. I kiedy ktoś przegnie, Kornelia potrafi powiedzieć, jak jest – szczerze, konkretnie i bez owijania w bawełnę. Po jednym takim zdaniu wszyscy nagle przypominają sobie, gdzie mają być… i jak powinni to robić.

W pracy działa z chirurgiczną precyzją. Jej skupienie to poziom, którego mogłyby zazdrościć medytacyjne aplikacje premium. Jest ambitna, rzetelna i uczy się w tempie tak szybkim, że nowa wiedza trafia do niej, zanim przepisy zdążą wejść w życie.

Kornelia kocha podróże –  odkrywa świat z taką samą pasją, z jaką odkrywa niuanse podatkowe. Jest otwarta, ciekawa świata i cały czas się dokształca. Miła? Bardzo.  Skuteczna? Jeszcze bardziej. A szacunek, jaki wzbudza w zespole? Zasłużony w 100% – bo jest niezastąpiona i ma charakter, który się pamięta.

Dopięte. Na ostatni guzik.
Marcelina Bąk
Księgowa / Kadrowa

Marcelina notuje wszystko z precyzją i prędkością stenotypistki – gdyby istniała nagroda Nobla za najpiękniejsze, najbardziej uporządkowane i najbardziej logiczne notatki księgowe, to już dawno dostałaby własną z grawerem. Jest człowiekiem–checklistą: każde nowe zagadnienie zapisane, posegregowane, podkreślone i gotowe do wdrożenia.

Ambitna? Do granic. Dokładna? Bardziej niż instrukcje IKEA po trzech aktualizacjach. Rozwijająca się? Zawsze – jakby miała w głowie osobisty system aktualizacji „Marcelina 2.0, 3.0, 4.0…”.

Zajmuje się księgowością, kadrami i wszystkim, co wymaga serca do detali – i robi to z taką rzetelnością, że klienci czują się bezpiecznie od pierwszej rozmowy.

Dba, by wszystko, co wychodzi spod jej ręki, było zgodne z przepisami, wyjaśnione, dopracowane i gotowe do przedstawienia nawet najbardziej wymagającemu klientowi. Jest otwarta na świat, ciekawa ludzi, chłonie wiedzę i nowe doświadczenia. A jeśli czegoś nie wie – nauczy się szybciej, niż zdążysz skończyć zdanie: „Marcelina, a może…”.

Profesjonalistka z uśmiechem. Perfekcjonistka z poczuciem humoru. Kobieta, która naprawdę dba o to, żeby wszystko się zgadzało.

Głośna? Tak.
Skuteczna? Bardzo.
Katarzyna Cypryś – Oliwa
Prawniczka

Kasia to prawniczka, o której mówi się, że „nie da się jej nie usłyszeć”- i to jest komplement.

Pełna energii, wygadana, radosna i zawsze w centrum tego, co się dzieje. Klienci uwielbiają jej ciepło, ludzkie podejście i to, że stara się wyjaśniać prawo tak, jakby opowiadała historię przy kawie. Jest miła, uśmiechnięta i pomocna… pod warunkiem że dostanie komplet materiałów.

Bo jeśli czegoś brakuje w dokumentach – to nie będzie ciszy. Będzie Kasia w trybie „halo, proszę mi to natychmiast donieść”.  I to działa, bo każdy wie, że Kasia nie odpuści, dopóki wszystko nie będzie dopięte do ostatniej kartki.

Lubi podróże, nowe miejsca i nowe sprawy – im ciekawsza, tym lepiej. Jest połączeniem prawniczego sprytu, kobiecej intuicji i energii, która niesie się po całym biurze. 

Prawo zna jedną opcję.
Kamil - cztery.
Kamil Tęcza
Prawnik

Kamil to prawnik, który śmieje się w twarz słowu „niemożliwe”. Jest wesołkiem… ale tym niebezpiecznym typem – bo jak milczy, to wszyscy zaczynają się zastanawiać, co on znowu wykombinował.

Ma szaloną głowę, która generuje więcej rozwiązań niż paragrafów w ustawie o VAT. Ustawodawca przewidział jedną opcję? Kamil właśnie znalazł trzy dodatkowe, jedną alternatywną i jedną z cyklu „a spróbujmy, najwyżej zadziała”.

Jest prawnikiem z powołania, społecznikiem z serca  … ale jest JEDNA rzecz, której robić nie wolno.

Nie dotykać jego zabytkowego Mercedesa. Bo klasyczne Mercedesy to u Kamila religia, relikwia i powód, dla którego rano wstaje z łóżka. Jeśli chodzi o jego „gwiazdę”, to prawo przestaje przewidywać sankcje. Ktokolwiek by go zarysował, powinien od razu przepisać testament, spakować bieliznę i zgłosić się na dobrowolną ekstradycję z hasłem w ustach: gdzie najbliżej można przeczekać? 

Załatwia niemożliwe. Codziennie.
Karina Falda
Doradca Klienta Biznesowego

Karina to prawdziwy żywioł zamknięty w ciepłym swetrze – bo jako największy zmarzluch w biurze, potrafi marznąć nawet przy 25 stopniach. Ale gdy tylko wejdzie do urzędu, robi się gorąco. To tam Karina przechodzi w swoje naturalne środowisko: kolejki magicznie się skracają, pieczątki same wskakują na dokumenty, a panie z okienka nagle odkrywają ukrytą w sobie chęć współpracy.

Karina robi rzeczy niemożliwe z taką lekkością i wdziękiem, jakby całe życie trenowała taniec urzędowo–administracyjny. Klienci ją uwielbiają, bo w jej słowniku „nie da się” oznacza jedynie „daj jej pięć minut i kawę”.

Jest cierpliwa, empatyczna i pomocna – dopóki ktoś nie naciśnie magicznego przycisku IRYTACJA. Bo wtedy Karina potrafi jednym spojrzeniem przekazać całą treść regulaminu, pouczenia i konsekwencji nieodpowiedniego zachowania. Na szczęście dla świata – ten tryb włącza się rzadko.

Po pracy kocha podróże – odkrywa nowe miejsca z tą samą ciekawością, z jaką odkrywa kolejne sposoby na przyspieszanie biurokracji.
Z nią wszystko jest prostsze, szybsze i (tak, to możliwe!) nawet przyjemne.

Inżynier? Prawnik? Chaos? Tak.
Nie da się? Patrz.
Mateusz Szarek
Doradca Klienta Biznesowego

Mateusz studiuje budowę maszyn i prawo jednocześnie, więc jego mózg działa w miksie: pół robot, pół paragraf. To jedyny człowiek, który potrafi w jednym zdaniu połączyć język inżynierów, prawników i kompletnie niezidentyfikowany dialekt, który rozumie… tylko on.

I działa to tak dobrze, że zaczynamy się zastanawiać, czy nie powinniśmy zgłosić go do ONZ jako uniwersalnego tłumacza. W biurze mówimy, że Mateusz powinien otworzyć własną partię polityczną – bo ma cięty język, charyzmę i poczucie humoru groźniejsze niż kontrola z US.

Potrafi w urzędzie wyjaśnić urzędnikowi, że jednak się da –  i to tak przekonująco, że pieczątka sama wskakuje na dokument. Mateusz to mieszanka ambitnego, zwariowanego studenta, genialnego chaosu i inżyniera, który wie, że wszystko da się zrobić, tylko czasem trzeba użyć odpowiedniej dźwigni.

Klienci go kochają, bo z nim sprawy ruszają szybciej niż kolejka po indeksy na początku semestru.  A jeśli ktoś powie „nie da się”… Mateusz już wychodzi z pokoju, bo załatwił to pięć minut temu.

Spokój. Strategia. Skuteczność.
Aleksandra Wilk – Sroka
Adwokat

Aleksandra to dokładne przeciwieństwo chaosu. Opanowana, rozsądna i zawsze o krok przed sytuacją – nawet wtedy, gdy instytucje zasypują ją papierami tak, jakby chcieli sprawdzić jej determinację. Nie wiedzą tylko jednego: Ola nie pęka ani na dokumentach, ani na presji, ani na cudzym pośpiechu.

To prawniczka, która działa z głową, nie z nerwami.  Zanim zrobi ruch, ma już przemyślanych pięć kolejnych.  Gdy inni panikują, ona analizuje; gdy inni się spieszą, ona wybiera najlepszą strategię.

U Oli wszystko jest na miejscu: dokumenty, argumenty, terminy i… spokój, który rozbraja nawet najbardziej napięte sytuacje w sądzie. Klienci czują się przy niej bezpiecznie, bo wiedzą, że trafiła ich sprawa w ręce osoby, która nie tylko walczy, ale przede wszystkim myśli i przewiduje.

Anioł na co dzień.
Wojownik na rozprawie.
Maria Abramowicz - Beck
Adwokat

Maria to kobieta, która kocha wszystko – ludzi, rośliny, zwierzęta, koty, psy, nawet te biedne komary, zanim jeszcze ugryzą. Cieszy się z małych rzeczy, ma serce większe niż niejedna fundacja, duszę na dłoni i energię, która mogłaby zasilić pół Rzeszowa.

Ale… postaw jej kogoś na sali sądowej naprzeciwko, to odkryjesz, że istnieją dwie Marie.
Pierwsza – ciepła, cudowna, empatyczna.
Druga –  tryb Wojna Światów, Edycja Specjalna.

Przy niej walka o zasoby w Diunie to niewinne przepychanki studentów.
Gdy pani Mecenas wchodzi na salę sądową, temperatura sporu rośnie, a przeciwnicy nagle przypominają sobie, że w sumie… może jednak nie będą mieli nic przeciwko ugodzie.

W papierach ma idealny porządek: dokumenty od linijki, akta poukładane jakby szykowała wystawę w muzeum. Niczego nie zgubi, niczego nie przeoczy, wszystko dopracowane tak, że sędzia mógłby powiedzieć: „Pani Mecenas, jak zwykle perfekcyjnie”.

Poza salą sądową kocha podróże – im dalej, tym lepiej. Maria to najcieplejsza osoba na świecie i najtwardsza przeciwniczka, jaką możesz sobie wyobrazić. 

BHP? Z nim nawet zabawne.
Bartłomiej Ruszel
Specjalista ds. BHP

Bartek to człowiek, który widzi BHP… ZANIM ono w ogóle zaistnieje.
W biurze żartujemy, że nie wolno dać mu do ręki widelca, bo natychmiast zrobi z tego szkolenie z bezpiecznego trzymania narzędzia, w jakiej pozycji siedzieć i jakie ryzyko zawodowe niesie… obiad.  I to z pokazem, slajdami i ćwiczeniami praktycznymi.

Bartek sypie żartami jak z karabinu, ale w sekundę potrafi przełączyć się w tryb „specjalista od rzeczy poważnych”. To taki typ, który podnosi humor, a jednocześnie naprawdę ogarnia wszystkie te tajemnicze procedury, instrukcje, audyty i przepisy, przy których większość ludzi dostaje bólu głowy.

Bartek zna się na BHP tak dobrze, że niektóre rozporządzenia mogłyby brać u niego korepetycje. Szkolenia prowadzi tak, że nawet najbardziej oporni słuchacze przestają ziewać, a zaczynają… pytać. Przeprowadzi wszystko: szkolenia wstępne, okresowe, na wózki widłowe, suwnice, zwyżki i nawet na to, jak prawidłowo patrzeć na drabinę, żeby nie spadła. Tworzy dokumentację, oceny ryzyka, instrukcje stanowiskowe, audyty, PPOŻ i całą tę magiczno-ważną sferę, o której przedsiębiorcy myślą dopiero wtedy, kiedy coś… zadymi. Jest przy tym konkretny, merytoryczny i zawsze na bieżąco z przepisami. Bartek potrafi sprawić, że nawet UDT wydaje się mniej straszny.